sobota, 26 maja 2018
czwartek, 11 lutego 2016 18:25   
WIZYTA W PIONKACH

W Pionkach, które były biedną wioszczyną nie było kościoła. Do szkoły mieszczącej się w pięknym budynku uczęszcza 1300 dzieci. Jest, oczywiście! – i wzorowe przedszkole. I szkoła zawodowa dokształcająca. Pionki same dla siebie wychowują i kształcą pracowników. I kto wie, czy Pionki nie powinny być wzorem dla poczynań, mających na celu podniesienie warunków kulturalnego życia w Polsce – tak o naszej miejscowości w materiale „Wizyta w Pionkach” pisał pewien dziennikarz.

Już kilka lat temu w 2011 roku w materiale „Pionki – Polskie San Marino” przedstawiliśmy obszerne fragmenty materiału prasowego z 1936 roku. Ówczesny żurnalista w samych superlatywach przedstawiał nasze powstające miasto. Ale w 1936 roku do Pionek przyjeżdżało wielu dziennikarzy. Na specjalne zaproszenie, czasami niby przypadkiem, czy też na różne okazjonalne wydarzenia. Nasze miasto odwiedził wówczas między innymi dziennikarz „Kuriera Warszawskiego”. Pretekstem był konkurs do rzutków organizowany przez Państwową Wytwórnię Prochu. To, co zobaczył, to, czego doświadczył później opisał. Wróćmy, więc teraz do czasów, kiedy Pionki były szczęśliwe.

- Dziwna skromna nazwa: Pionki. Przypomina się szachownica z siedmioma pysznymi figurami – otaczającymi ósmą – króla – tak niezbyt wyraziście rozpoczyna swój materiał dziennikarz Kuriera Warszawskiego. Później pisze, że figury poruszają się po całej szachownicy, ale zawsze na pierwszej linii są pionki.

- Tak to nazwa nie stanowi często o wartości. Czyż rzadko się zdarza, że mata zadaje pionek? No a w interesującym nas przypadku osada nazywa się Pionki – pisze dalej dziennikarz.

- Skromnie, bezpretensjonalnie. Ale te Pionki, które są tylko małym ludzkim skupieniem na partykularzu może niezbyt dalekim, – ale za to głębokim – znajdują na pierwszej linii – kontynuuje swój może trochę za długi wstęp międzywojenny żurnalista.

- Trafiłem tu dość przypadkowo (czy, aby na pewno…?). Państwowa Wytwórnia Prochu w Pionkach zorganizowała konkurs strzelania do rzutków. A więc impreza sportowa, nowa jeszcze u nas mająca wykazać zdolności mistrzów strzelby. A, że w każdym z nas niewolników pióra tkwi odwieczna polska tęsknota – do strzelby, do dającej wiele satysfakcji sprawności w jej używaniu, przyjąłem zaproszenie dyrekcji P.W.P – wyjaśnia swój powód wizyty autor materiału.

- I tak znalazłem się w pierwszy dzień Zielonych Świąt na przepięknie przysposobionym do konkursu terenie, gdzie osiem rzutni oczekiwało na sygnał rozpoczęcia zawodów strzeleckich – pisze dalej. Zanim jednak przedstawił sam przebieg zawodów, którym prawdę mówiąc nie poświęcił zbyt wiele miejsca skupił się na naszym mieście. I zachwytom nie było końca.

- W osadzie, której życie dała Państwowa Wytwórnia Prochu mieszka kilka tysięcy ludzi. Mieszka, a nie gnieździ się, bo znaczna liczba urzędników i robotników posiada własne domki wybudowane dzięki stosunkowo łatwemu i taniemu kredytowi z funduszów budowlanych P.W.P., ci zaś, którzy się jeszcze nie pobudowali mieszkają w domach lub domkach postawionych sumptem wytwórni dla swoich pracowników. Doskonale rozplanowane, obszerne jasne mieszkania, przed oknami zieleń, bo cały ogrodzony drutami teren zakładów fabrycznych jest jednym wielkim ogrodem – zachwyca się warszawski dziennikarz.

- W Pionkach, które były biedną wioszczyną nie było kościoła. Pieczołowicie przez lata zbierano pieniądze, wszyscy pracownicy opodatkowali się na cel budowy Domu Bożego w wysokości 1% od swoich pensji miesięcznie. Efekt! Zebrano 216 tysięcy złotych a wybudowany kościół pod wezwaniem Św. Barbary należy do najpiękniejszych świątyń w całym województwie kieleckim – czytamy dalej w tym pasjonującym artykule prasowym.

- Do szkoły mieszczącej się w pięknym budynku uczęszcza 1300 dzieci. Jest, oczywiście! – i wzorowe przedszkole. I szkoła zawodowa dokształcająca. Pionki same dla siebie wychowują i kształcą pracowników – pisał o naszym szkolnictwie warszawski dziennikarz.

- Dwa kasyna – w urzędniczym jest wielka sala teatralna i kinematograficzna, dwie biblioteki, spółdzielnie, kasa pożyczkowo – oszczędnościowa no i 37 organizacji społecznych. Nie mówimy już o tym, że całe Pionki są skanalizowane, że posiadają własne wodociągi, elektryczność – podkreślał tak mimochodem dziennikarz.

- Wszystko to zrobiono w przeciągu niewielu lat; dorobek jest zastanawiający. Oto efekt zharmonizowanej pracy zbiorowej, której promotorem jest niezmiernie czynny, pełen inicjatywy i energii dyrektor P.W.P. dr inżynier Jan Prot. To ujmujący gospodarz konkursu strzeleckiego, na który zjechało 65 zawodników z całej Polski - pisze korespondent.

W dalszej części materiału dziennikarz przedstawił przebieg konkursu w strzelaniu do rzutków.

- Dano około 11 000 strzałów do 6 500 rzutków. Trafiano i chybiano, jak to zwykle bywa; ale trafiano znacznie częściej. A już z maestrią strzelał do szybko lecących rzutków baron Rosenwerth. Tylko dwa pudła na sto strzałów. A w śród 98 trafnych były strzały mistrzowskie, długie, płaskie, centralne rozbijające rzutki na proszek – opisuje konkurs żurnalista „Kuriera Warszawskiego”. Dalej podaje, że pierwsze miejsce zajął baron Rosenwerth, drugie p. Jeziorowski a trzecie miejsce zajął p. Kitzner. Nie powiodło się za to znanemu krajowemu sportsmenowi Stefanowi Sztukowskiemu. Miał, bowiem aż kilkanaście strzałów spudłowanych, chociaż strzelał najbardziej widowiskowo.

Oczywiście warszawski dziennikarz podkreśla, że na około 11 000 strzałów nie było ani jednego niewypału, co klasyfikuje niezmiernie wysoko wartość ładunków krajowych wypełnionych wyprodukowanym w Pionkach prochem.

I już na koniec dodaje, że w drodze powrotnej w Radomiu zamiast skręcić w prawo do Warszawy to pojechał w lewo i znalazł się w Kielcach.

- To nie był celny strzał – z sarkazmem przyznał dziennikarz.


Materiał zebrał i opracował ROMAN FIDO

 

Cytat tygodnia:

"Dla pokoju trzeba ryzykować tak samo, jak w trakcie wojny...Jeśli boisz się postawić sprawę na ostrzu noża, już przegrałeś ."

 


John Dulles Foster